Pokolenie „weź mnie zostaw”

Pokolenie „weź mnie zostaw”

Nie patrzy ludziom w oczy, nosi non stop słuchawki, informując, że ma nadwrażliwość słuchową i musi się izolować akustycznie, trzyma się z daleka od ludzi. Zachowuje się z pewnością siebie, ignoruje polecenia, gdy ktoś mówi gada do osoby z boku lub patrzy w smartfon. To dwa typowe choć nieco wyolbrzymione portrety nastolatków.

Z jednej strony „starzy” zawsze narzekali na „młodych”, z drugiej – alarmująco wielu dorosłych pracujących z młodzieżą mówi o epidemii zaburzeń w relacjach społecznych.   U części młodych osób kompetencje społeczne są na bardzo niskim poziomie, a relacje z innymi – zaburzone. Dodatkowo uznają, że nic nie muszą z tym robić. Są „neuronietypowi” (jak się zdiagnozowali na Tik Toku) i mają gdzieś normy społeczne, nie mówiąc już o savoir vivre.

Wirtualna proteza relacji

Niedocenianie więzi społecznych jest w tej chwili dużym problemem wśród nastolatków. Jedną z przyczyn jest pozór licznych i bogatych relacji internetowych, łatwość nawiązywania kontaktów online, fakt, że w każdym momencie dnia i nocy można znaleźć online kogoś z kim można popisać, porozmawiać, pokłócić się, czy pośmiać.  A może nawet doświadczyć poczucia bycia kimś ważnym, wpływającym na życie innych – kimś kto pogodził skłóconych graczy na discordzie, kimś kto kogoś pocieszył, dał dobrą poradę, kimś z kogo głosem liczą się inni. Kimś, kogo filmiki oglądają tysiące ludzi, a zatem jest popularny…

Jeżeli przyjrzymy się tym relacjom uważniej, widzimy jak płytkie one są, jak ulotne. Nie mają cech prawdziwych więzi społecznych, a ich istotą jest tymczasowość i powierzchowność.

Na znajomych z Internetu nie da się tak samo polegać jak na prawdziwych przyjaciołach. Jeżeli ktoś znajduje się w kryzysie, prawdziwy przyjaciel wytrwa przy nim i będzie go wspierał, nawet jeśli kryzys trwa miesiącami. W Internecie, nawet jeśli początkowy zryw pomocowy znajomych był przeniknięty prawdziwym współczuciem szybko się urywa.

Z dwóch zasadniczych przyczyn. Z jednej strony w świecie wirtualnym jesteśmy przyzwyczajeni do natychmiastowej gratyfikacji, to znaczy do tego, że nasze działania szybko przynoszą zamierzony skutek. Szukam rozwiązania i po kilku kliknięciach je znajduję. W prawdziwym życiu rozwiązania nie przychodzą tak łatwo. A zatem pierwotny entuzjazm pomagających znajomych szybko rozmywa się, ponieważ pomoc nie rozwiązuje problemu od ręki.

Z drugiej strony sam fakt, że (nawet pełni dobrych chęci) znajomi są  oddaleni fizycznie sprzyja zerwaniu kontaktu, tym bardziej, że osoby w kryzysie mają tendencję do uciekania i zaszywania się w przysłowiowej norze. Jednak, dopóki wszystko w miarę dobrze się układa, człowiek tego nie doświadcza i może zaspokajać potrzeby kontaktu społecznego właśnie tymi płytkimi relacjami online.

Jak sprawić, by młodzież doceniła wagę relacji offline?

Bardzo dużym wyzwaniem jest w ogóle uświadomienie nastolatkowi, jak ważne są osobiste, bezpośrednie więzi z ludźmi z bezpośredniego otoczenia społecznego – rodziny, szkoły, podwórka itp. W przypadku nastolatków warto rozważyć propozycję kilkudniowych wyzwań, na przykład wyzwania „przypadkowych aktów uprzejmości”.

Badania pokazują, że bycie uprzejmym przynosi wymierne korzyści emocjonalne. Nawet drobne pozytywne gesty i obserwowanie jak podnoszą nastrój drugiej osoby powoduje u sprawcy podniesienie poziomu hormonów szczęścia. Czynienie dobra daje nam drobne hormonalne pozytywne wzmocnienie. A zatem, choć to nieoczywiste, możemy sobie poprawić humor czyniąc dobro. Oczywiście taka motywacja jest egoistyczna i jeśli obdarowywany nie zareaguje zbyt entuzjastycznie na nasze działania psuje nam przyjemność, ale dla zdemotywowanego nastolatka może być to wystarczającym impulsem by dać szansę uprzejmości.

Jakie to mogą być akty uprzejmości? Od banalnych – wypisania na karteczkach miłych słów lub komplementów pod czyimś adresem i podrzucanie ich adresatowi, do konkretnych aktów na wzór „niewidzialnej ręki” – włożenie do zmywarki brudnego kubka zostawionego przez siostrę, podzielenie się słodyczami. Można nawet zrobić rodzinną lub klasową burzę mózgów dotyczącą tych drobnych aktów uprzejmości i rozpisawszy je na karteczkach wrzucić do słoika i losować – po kilka dziennie.

Wyzwanie warto prowadzić co najmniej przez tydzień i każdego dnia podsumować dzień pod kątem liczby wykonanych aktów uprzejmości oraz samopoczucia (jaki mam na koniec dnia nastrój).

Wynikiem takiego wyzwania może być zauważenie, że warto być zwyczajnie uprzejmym, dzięki czemu wszystkim wokoło i nam samym żyje się lżej. Nie wygląda to na super osiągnięcie, ale może być potrzebne by w ogóle uświadomić naszemu nastolatkowi prostą rzecz – że potrzebujemy prawdziwych relacji z innymi ludźmi w realnym świecie.

Komunikacja online niszczy komunikację w świecie rzeczywistym

Niedocenianym, negatywnym skutkiem komunikacji zapośredniczonej (przez komunikację elektroniczną) jest problem z budowaniem rozmowy. Przykład? Gdy niedawno tworzyłam grę szkoleniową, potrzebowałam zrzutów ekranowych z rozmowy na komunikatorze internetowym. Poprosiłam więc córkę, byśmy przeprowadziły taką sfingowaną rozmowę. Gdy zaczęłam pisać, córka od razu mnie poprawiła: „Mamo, piszesz pełnymi zdaniami złożonymi, w dodatku z interpunkcją. Młodzież tak nie pisze.” Po korektach moje zdanie zostało rozbite na cztery krótkie komunikaty, pozbawione emocji a uzupełnione emotikonkami.

Duża część komunikacji interpersonalnej młodzieży to właśnie pisanie ze sobą. Krótkie zdania, skróty, brak interpunkcji, emotikony. Przekłada się to silnie na komunikacje bezpośrednią. Oni naprawdę mają problemy by ze sobą rozmawiać. Wiele młodych osób nie potrafi utrzymywać kontaktu wzrokowego, słuchać aktywnie, konstruować pełnych zdań. A potem „diagnozują się” na podstawie rolek z Tik Toka, że to dlatego, że są autystykami z fobią społeczną. W rezultacie nawet nie próbują nic z tym zrobić, uznając, że definiuje ich osobiście „zdiagnozowane” zaburzenie i to świat ma się do nich dostosować. Potrzebny jest im w związku z tym jednoznaczny przekaz, że umiejętności społeczne to coś, czego można się nauczyć, a praktyka czyni mistrza.

Trening mowy ciała

W gruncie rzeczy to, czego im brakuje to proste i dla starszego pokolenia oczywiste umiejętności komunikacyjne. Właśnie dlatego warto rozmawiać o znaczeniu mowy ciała w rozmowie. O tym, że jeśli od czasu do czasu spojrzymy rozmówcy w oczy to łatwiej będzie nam nawiązać relację, a przy okazji sprawdzamy wzajemne zrozumienie. O tym, że warto zwrócić się ku rozmówcy – fizyczne – nachylając do tej osoby, przyjmując tzw. otwartą postawę ciała. Pomocą mogą być książki o komunikacji niewerbalnej, lub nawet nagrania na Youtube. Dla przykładu – krótki ale treściwy wykład na ten temat przygotowała Fundacja Uniwersytet Dzieci – „Czym jest komunikacja niewerbalna?”

Można się do tego zabrać proponując wspólne obejrzenie krótkiego nagrania i rozmowę o tym. Przydatne mogą być pytania – co z tego, o czym mowa na filmiku nasze dziecko miało okazję zaobserwować w kontakcie na przykład z kolegami, w jaki sposób odczytuje naszą  mowę ciała  podczas właśnie trwającej rozmowy, do czego znajomość komunikatów stojących za mową ciała może przydać się w życiu.

Trening aktywnego słuchania

Kolejny etapem jest ćwiczenie umiejętności aktywnego słuchania. Najlepszy sposób budowania relacji to wysłuchać drugą osobę, tak by czuła, że to co mówi nas naprawdę interesuje. Pytanie brzmi – czy da się zainteresować kimś, kto naszym zdaniem nie ma nic ciekawego do powiedzenia?

Dla młodzieży może być to wyzwanie, bo oni często słyszą przekaz, że powinni słuchać własnego serca i swoich uczuć. W tym momencie z założenia nikt nie ma nic ciekawego do powiedzenia, bo jedyne ważne jest to, co ja czuję. Oczywiście taka koncentracja na sobie potężnie utrudnia rozmowę.

Dlatego można proponować eksperymenty myślowe. Na przykład – poproś dugą osobę, by opowiedziała o czymś i postaraj się jej posłuchać z takim nastawieniem, jakby był to mistrz w tej dziedzinie. Na przykład poproś babcię, by opowiedziała o jakimś przepisie na ciasto i wyobraź sobie, że jest master cheffem na miarę Gordona Ramseya zdradzającym sekretny przepis swojemu najlepszemu uczniowi.  Lub też – posłuchaj pani od geografii, wyobrażając sobie że jesteś reporterem w przebraniu robiącym reportaż o tajemnej wiedzy geograficznej przekazywanej uczniom w elitarnej szkole dla geniuszy.

Samo zaangażowanie wyobraźni i dodanie „drugiego dna” do zwykłego słuchania drugiej osoby pomaga nam w skupieniu uwagi i naturalnym przybraniu postawy ciała świadczącej o słuchaniu.

Można podpowiedzieć też zwroty, dzięki którym rozmówca może poczuć się doceniony, takie jak: „świetny pomysł”, „to ciekawe, co mówisz”, „muszę to zapamiętać”.

Jeszcze jedną wartą przećwiczenia techniką aktywnego słuchania jest parafrazowanie i zachęcanie do rozwinięcia. Parafraza – to krótkie podsumowanie, streszczające najważniejsze myśli rozmówcy, które pozwala nam upewnić się, że dobrze go zrozumieliśmy, a także pokazuje, że słuchaliśmy uważnie drugiej osoby. Ćwiczenie parafrazowania może być wyzwaniem nie tylko dla nastolatków a i starszego pokolenia, jednak warto je podjąć, bo bardzo rozwija.

Sztuka bycia interesującym rozmówcą

Na koniec można zachęcić do rozwijania swojej zdolności budowania interesującej konwersacji. Mamy na to kilka prostych sposobów.

Pokaż swojemu dziecku, że szczere komplementy mogą otworzyć drzwi do serc ludzi i zachęcić ich do dalszej rozmowy. Niech będzie to coś autentycznego, co naprawdę podoba się twojemu dziecku w drugiej osobie. Może to być uznanie za osiągnięcie,  lub nawet sposób bycia. Przykładem może być pochwała skierowana do kolegi z klasy za wygraną w turnieju sportowym lub komplement dla cioci dotyczący przyniesionego przez nią ciasta na rodzinnej uroczystości.

Naucz swoje dziecko zadawać pytania otwarte, które nie ograniczają  odpowiedzi do „tak” lub „nie”. Chodzi o tak zwane pytania otwarte – typu „co”, „jak” i „w jaki sposób”, które zachęcają do dłuższej rozmowy i pokazują zainteresowanie rozmówcą. Przykłady takich pytań to: „Co Ci się najbardziej podoba w tej grze?” lub „Jak znalazłeś się w tej drużynie sportowej?”. Z kolei jeśli twoje dziecko nie wie, jak kontynuować rozmowę, może zastosować technikę „na barana”, czyli powtórzyć ostatnie słowo rozmówcy pytającym tonem. To często skłania rozmówcę do dalszego rozwijania tematu. Na przykład skomplementowana ciocia mówi: „Oj tam, to tylko takie proste ciasto drożdżowe.” Jeśli nastolatek nie wie, jak pociągnąć rozmowę dalej może po prostu powtórzyć pytającym tonem: „drożdżowe?”, na co być może ciocia zacznie dopowiadać: „Tak, to jest ciasto drożdżowe, sekretem jest żeby wziąć prawdziwe świeże drożdże, a nie suszone”. Oczywiście należy uprzedzić, że „na barana” to ratunek w przypadku gdy naprawdę nie wiemy jak pociągnąć dalej rozmowę, bo stosowane zbyt często sprawia, że rozmowa staje się dziwaczna.

Możesz też zademonstrować dziecku, jak wykorzystać otoczenie fizyczne do znalezienia tematów rozmów. Czy to plakat w kinie, graffiti na ścianie czy rodzinna pamiątka – wszystko może stać się pretekstem do rozmowy. „Co myślisz o tym aktorze?” lub „Czy wiesz, co oznacza to graffiti?” to świetne sposoby na rozpoczęcie rozmowy.

Oczywiście umiejętność rozmawiania to nie wszystko, jeśli chodzi o budowanie kompetencji społecznych, jednak stanowi twardą ich podstawę. To dobry początek. A z interesujących rozmów biorą się przyjaźnie, a także zwykłe dobre znajomości i prawdziwe relacje.