Jak (nie) motywować nastolatka

Jak (nie) motywować nastolatka

Wydaje się, że postawa: „nic mi się nie chce, nic mnie nie interesuje, nic nie rozumiesz” to uniwersalny obraz osoby w wieku nastu lat. Właśnie dlatego, rozważając sposób motywowania nastolatków warto przypomnieć kilka kluczowych cech rozwojowych tego okresu życia.

Podatność na „tresurę”.

Ujmując rzecz w ogromnym skrócie –  mózg nastolatka przechodzi dramatyczne zmiany. Z jednej strony jest to czas kluczowy dla powstawania dobrych nawyków. Jeśli ktoś właśnie w tym okresie wykształca na przykład nawyk zdrowego odżywiania i regularnych ćwiczeń fizycznych oraz zdrowych sposobów rozładowywania stresu – nawyki te utrwalają się i wchodzi z nimi w dorosłość. Jest to związane z funkcjonowaniem tzw. układu nagrody w mózgu, który wzmacnia i utrwala zachowania służące przetrwaniu.  Z drugiej strony ten sam układ nagrody jest w gruncie rzeczy strukturą dość prymitywną, co oznacza, że różne używki łatwo go oszukują. W okresie dorastania  jesteśmy bardziej podatni na uzależnienia, niż gdy już mózg osiągnie dojrzałość.

Mówiąc wprost – okres dorastania to czas szczególnej podatności zarówno na kształtowanie dobrych nawyków jak nałogów. Tym bardziej, że mózg w tym okresie gwałtownie się przebudowuje i usuwa połączenia „zbędne”, czyli nieużywane.

Problem impulsywności

Przyjemność i podatność na uzależnienia to jednak tylko jeden z elementów układanki. Drugim elementem jest nastoletnia impulsywność, gdzie zachowanie jest podejmowane bez udziału refleksji, bezmyślnie. Kora przedczołowa, odpowiedzialna za samokontrolę jest jeszcze niedojrzała. Dla nastolatka oparcie się impulsowi może być bardzo trudne, ponieważ wymaga umiejętności zatrzymania się i pomyślenia, podczas gdy wszystko dookoła mówi: „po prostu to zrób”.  Rozwój umiejętności kontroli poznawczej, czyli walki z impulsywnością to jedno z podstawowych zadań okresu dojrzewania. Pomagają w tym różne zajęcia trenujące samokontrolę, wytrwałość, zdolność logicznej analizy sytuacji.

Hiperracjonalizm

Trzeci mechanizm związany z rozwojem nastoletniego mózgu to zjawisko nazywane hiperracjonalizmem. Oznacza myślenie dosłowne, konkretne. Badamy fakty dotyczące konkretnej sytuacji, nie widzimy większego obrazu, kontekstu w jakim te fakty się pojawiają. W praktyce oznacza to, że nastolatek widząc konkretne, namacalne w danej chwili korzyści odrzuca jako nieistotne oddalone w czasie potencjalne negatywne konsekwencje.

Badania pokazują, że nastolatki podejmując zachowania ryzykowne zdają sobie sprawę z ich konsekwencji, zwyczajnie przykładają większą wagę do natychmiastowych korzyści.

Co z tego wynika?

Oczywiście powyższy opis nie jest kompletny – nie obejmuje zmian w poczuciu tożsamości, rozwoju seksualności, wpływu grupy rówieśniczej. Jednak opisałam te właśnie trzy cechy, gdyż rzadziej się o nich mówi, a przez to łatwo pominąć ich wpływ na sprawę motywacji.

Częstym podejściem jest traktowanie nastolatka jak osoby dorosłej. Przodują w tym wyznawcy antypedagogiki. W tym momencie jedyną rzeczą jaką może zrobić dorosły – czy wychowawca, czy rodzic jest bycie dobrym przykładem i nadzieja, że nastolatek zostanie przez ten przykład pozytywnie porwany do tego stopnia, że będzie chciał go naśladować. Jednak same cechy rozwoju neuropsychologicznego powodują, że na nastolatka, który często we własnych oczach jest już całkowicie dorosły czyhają pułapki. Duża sprawność i często dojrzałość intelektualna nie idzie w parze z dojrzałością emocjonalną i zdolnością do kontroli impulsów.

Jak zatem (nie) motywować?

W największym skrócie – wykorzystać potencjał intelektualny, pamiętając o ograniczeniach rozwojowych.

Traktuj ich poważnie, czy zabawiaj?

Młodzież lubi być traktowana poważnie, jak dorośli. Nastolatki są w stanie zrozumieć nawet skomplikowane koncepcje – tu nie ma różnicy w stosunku do dorosłych.

Co więcej – irytuje ich przekaz zinfantylizowany. Co na przykład? Gdy popatrzymy na wiele publikacji  „edukacyjnych” skierowanych do nastolatków są one ilustrowane komiksami w stylistyce odpowiadającej raczej małym dzieciom – barwne kolory, cukierkowe postacie (choć często poubierane po młodzieżowemu). Choć treść może być merytorycznie na wysokim poziomie, stylistyka odrzuca „młodych dorosłych”.

Gdy jako fundacja prowadzimy zajęcia „Prawo Jazdy Smartfonem” dla nastolatków, często słyszymy podziękowania za to, że traktujemy ich poważnie. A przekazujemy im podczas warsztatów między innymi wiedzę dotyczącą wpływu nowych technologii (Internet, gry, itp.). na układ nagrody w mózgu (wiedza na poziomie akademickim). Nie chodzi oczywiście o to, by skomplikowanym akademickim słownictwem tłumaczyć pojęcia naukowe.

Ważne, by (mimo używania prostego, zrozumiałego języka) nie próbować zanadto upraszczać przekazu. Nie możemy też sobie pozwolić na mówienie z pozycji „jestem autorytetem, więc wierz mi, że jest jak mówię”. Młodzież lubi usłyszeć jakie racjonalne argumenty stoją za jakimiś twierdzeniami dorosłych.

Dopuść do procesu podejmowania decyzji czy zdaj się na ich mądrość?

To akurat jest punkt, w którym większość psychologów i pedagogów jest zgodna. Nastolatki lubią i potrzebują uczestniczyć w procesie decyzyjnym. Bywa, że to komplikuje i przedłuża ten proces, jednak gra jest warta świeczki. Przykład? Wyjazd szkolny, podczas którego obowiązuje zakaz przebywania dziewcząt w pokojach chłopaków (i vice versa) po godz. 22.00. Jest to zakaz bezdyskusyjny, jednak młodzież uważa go za idiotyczny, bo „oni przecież nic złego nie robią”. Wychowawca zdecydował się sprawę przedyskutować, wykorzystując metodę pytań sokratejskich. Sekwencja pytań wyglądała mniej więcej tak: Wiem, że uważacie ten zakaz za bezsensowny, podajcie mi argumenty – dlaczego tak uważacie?  Jak można zweryfikować, że te argumenty są prawdziwe?  Dlaczego swoje rozumowanie opieracie na założeniu, że… a nie np. że… Jakie może być alternatywne wyjaśnienie? Jak inaczej można na to spojrzeć? Jakie można podać kontrargumenty do tego, co mówicie? Jakie mogą być konsekwencje przyjęcia tych założeń? W rezultacie młodzież sama doszła do wniosku (oczywistego), że zawsze znajdzie się jakaś parka, która wykorzysta pretekst „rozmowy” do migdalenia się (eufemistycznie rzecz ujmując) i sami zaczęli się nawzajem pilnować. Jednocześnie udało im się wynegocjować przełożenie o godzinę terminu „godziny policyjnej”.

Dać całkowitą wolność czy stawiać granice?

Jednym z popularnych mitów jest, że dorośli tak naprawdę nie mają wpływu na nastolatki (bo ważniejsza jest np. grupa rówieśnicza) a zatem nie mają już wpływu wychowawczego. Badania jednak (np. instytutu profilaktyki Zintegrowanej z 2015 r) pokazują, że młodzież oczekuje od dorosłych, że będą ich przewodnikami (przy czym jako najważniejsi przewodnicy życiowy wskazywani są przez nich rodzice).  Potrzeba ta czasem (często) wchodzi w konflikt z impulsywnością. Podam przykład anegdotyczny ilustrujący, o co chodzi. Pewna mama dyskutowała z nastoletnią córką ważną decyzję. Dyskusja była długa, córka stosowała wiele sofizmatów, w końcu mama nie wytrzymała i poradziła jej: „wiesz, zrób tak i tak”. W odpowiedzi córka żachnęła się: „Nawet mi to przychodziło do głowy, ale teraz już tego nie zrobię, bo to już nie jest moje, tylko twój pomysł”. Wydawałoby się – koniec, porażka wychowawcza. Jednak córka i tak w rezultacie postąpiła według porad mamy. Po tym, jak została zaspokojona emocjonalna potrzeba wyrażenia swej autonomii, rozum dziewczyny zaakceptował granice wyznaczone przez mamę.

W praktyce oznacza to, że nie należy zrzucać na barki nastolatka całej odpowiedzialności. Zamiast mówić – to ty musisz zdecydować, co ci serce podpowiada, (rezultat z reguły jest złym wyborem) wyznaczać granice – dotąd można, odtąd nie. Możemy rozmawiać o argumentach – dlaczego – ale sama granica nie podlega dyskusji.

To samo dotyczy wymagania od nastolatka, by poradził sobie samodzielnie ze zjawiskami wysoce uzależniającymi czy szkodliwymi. Cechą nastoletniego mózgu jest podatność na szybkie wykształcanie szkodliwych nawyków i nałogów. Dlatego pewne rzeczy będziemy od nich zwyczajnie fizycznie odsuwać. Przykład. Jeżeli w klasie znajdują się osoby chorobliwie przywiązane do smartfonu, nie wystarczy im przypomnieć: „nie używamy smartfonów na lekcji”, a ułatwić im oparcie się impulsowi – np. nakazując złożenie smartfonów do koszyczka przed lekcją.

Podsumowując –  gdy deklarując iż wierzymy w dorosłość i odpowiedzialność nastolatka stawiamy go w sytuacji gdy impulsowość i hiperracjonalizm popchnie go z dużym prawdopodobieństwem do podjęcia szkodliwej decyzji – tak naprawdę wyrządzamy mu krzywdę. Jak sami nastolatkowie mówią – nadal potrzebują usłyszeć stanowcze „nie – tu leży granica”.

Oczywiście powyższe przemyślenia nie wyczerpują tematu motywowania nastolatków. Przede wszystkim – rozważaliśmy sytuację nastolatków dorastających we w miarę zdrowym środowisku. W takim przypadku zaangażowanie nastolatka w dyskusje i proces podejmowania decyzji połączone z wyznaczaniem granic (i gotowością do racjonalnej ich obrony) są narzędziami pozwalającymi poradzić sobie z większością wyzwań. Co innego, gdy mamy do czynienia z osobą poranioną, straumatyzowaną, czy której rozwój odbiega od normy. Jest to temat na odrębny artykuł. Jako kierunek poszukiwań – jak motywować dzieci i nastolatki kompletnie nie zmotywowane i przekonane w o własnej bezwartościowości – warto sięgnąć po metody z  obszaru terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, której jednym z założeń jest odnajdywanie mocnych stron nastolatka  i praca nad ich wykorzystaniem w sytuacjach problemowych.