PUBLICYSTYKA

Nowości

George Tiller może teraz stać się dla amerykańskich kobiet tym, kim Medgar Evers dla afroamerykańskich. (…) Ufam, że 31 maja 2009 stanie się „poziomem zero” w walce przeciw antyaborcyjnym ekstremistom i ich fanatycznej retoryce. (Jacob Appel)

 

"Dobry Boże. Niebo nigdy nie będzie takie samo. Będzie lepsze, gdy pojawi się tam George."
z mowy pogrzebowej ku czci aborcjonisty George'a Tillera
www.fronda.pl ,  9 czerwca 2009

"George Tiller  może teraz stać się dla amerykańskich kobiet tym, kim Medgar Evers dla afro-amerykańskich (...)  Ufam, że 31 maja 2009 stanie się "poziomem zero" w walce przeciw anty-aborcyjnym ekstremistom i ich fanatycznej retoryce."
Jacob Appel, www.opposingviews.com,  4 czerwca 2009

Mit "antyaborcyjnej przemocy"
Śmierć George'a Tillera, który jest siódmym w historii USA zamordowanym aborcjonistą wywołała na nowo nagonkę wobec środowisk działających w obronie życia. Jak zwykle pro-life'owcy portretowani są jako banda wymachujących różańcami moherów, która agresywnie wrzeszczy "morderczynie" na kobiety wchodzące do kliniki, wpychając im krwawe ulotki z rozczłonkowanymi zwłokami dzieci.  Jak zwykle utożsamia się ich z marginalną grupką ekstremistów wyznających zasadę "oko za oko, ząb za ząb" a martwego aborcjonistę kreuje na bohatera walki o dobro kobiet, dobroczyńcę niosącego heroiczną pomoc kobietom w trudnej sytuacji, po prostu świętego.

Organizacje pro-aborcyjne  donoszą o tysiącach przypadków agresji przeciw kobietom chcącym "skorzystać ze swego prawa do wyboru". Jednak ich definicja przemocy obejmuje np. propozycję obejrzenia swego dziecka na USG, czy wręczenie ulotek z listą ośrodków proponujących pomoc duchową i materialną dla kobiet w trudnej ciąży. Dlaczego ma być to "przemocą"? Ponieważ może wzbudzić w kobiecie poczucie winy. A według zwolenników aborcji kobieta nie ma prawa czuć się winną zamordowania swego dziecka, ona ma być z tego zadowolona.

Jak daleko idzie zacietrzewienie zwolenników aborcji wobec ruchu pro-life pokazuje przypadek z miasta Oklahoma z roku 2001. Zaczęło się od romansu znanego aborcjonisty John'a Baxter'a Hamiltona z tancerką topless. Tancerka była jego klientką – tzn. poznali się przy okazji skrobanki. Ponieważ żona Hamiltona zagroziła rozwodem, lekarz poddusił ją krawatem, ugodził tępym narzędziem w głowę robiąc w niej dziurę, a następnie wielokrotnie uderzał jej głową w podłogę, miażdżac twarz a w rezultacie powodując śmierć. Działo się to w dniu walentynek. W grudniu 2001r. Hamilton stanął przed sądem oskarżony o zabójstwo. Co zdumiewające, proaborcyjni działacze próbowali wymusić wycofanie oskarżenia przeciw zabójcy, wysyłając groźby śmierci do  prokuratora dystryktu Oklahoma - Wes'a Lane,  świadka oraz co najmniej trzech agencji informacyjnych. Z kolei obrońca aborcjonisty zupełnie poważnie oświadczył, że policja powinna wszcząć dochodzenie przeciw lokalnym działaczom pro-life jako podejrzanym o zabójstwo,  uniewinniając jego klienta!

Wizje Orwell'a urzeczywistnione: dobromyśl mediów
Podczas dyskusji na forach internetowych po śmierci Tillera często padał argument: "A jednak cała agresja jest po stronie ruchów pro-life. Dlaczego nigdy nie usłyszeliśmy o sytuacji odwrotnej – aby lekarz aborcjonista, lub działacz pro-choice kogoś zabił? To normalni zdrowi ludzie, wykonujący swój zawód. Ruchy antyaborcyjne przyciągają za to żądnych mordu fanatyków."

To rzeczywiście doskonałe pytanie. Gdy w roku 1994 Paul Hill zamordował aborcjonistę John'a Bayard'a Brittona  i jego uzbrojonego ochroniarza James'a H. Barretta, media opublikowały ponad 100 000 artykułów na ten temat. Ukazywały się one jeszcze w wiele lat później.  Zupełnie nieznana jest za to o wiele barwniejsza historia z roku 1993. Pro-aborcyjna aktywistka  Eileen Orstein Janezic zamordowała wtedy działacza pro-life Jerry'ego Simona. Śmiertelny strzał oddała przez okno jego domu, a następnie przez 6 godzin ostrzeliwała próbującą dokonać aresztowania policję, wykrzykując cytaty z "Biblii szatana".  Sprawa została opisana zaledwie w  lokalnej gazecie, a media ogólnoamerykańskie w ogóle nie podjęły tematu.  Janezic znała  Simona jako działacza w obronie życia. Prowadził on program radiowy, w którym wielokrotnie dawał wyraz swym poglądom. Zabójstwo uzasadniała potrzebą by w pełni wyrazić swe oddanie szatanowi. Wydawałoby się  historia bardzo medialna?

W 2007 roku LifeSiteNews dotarło do "wytycznych dla dziennikarzy" The New York Daily News,  szóstej z najwyżej nakładowych gazet USA.  Dokument nakłada na dziennikarzy obowiązek unikania określonych terminów przy opisywaniu spraw związanych z aborcją.  Określenia obrońcy życia, pro-life itp. mają być zastępowane określeniami wrogowie aborcji, anty-aborcjoniści itp. Zamiast proaborcyjny należy pisać: działacz na rzecz praw kobiet, ewentualnie działacz w obronie prawa do aborcji. Podobnie dziennikarze mają postępować przy opisywaniu spraw związanych z kobietami w ciąży. Zamiast dziecko lub nienarodzone dziecko należy pisać płód, nie wolno też określać ciężarnej mianem matka, a wyłącznie kobieta. Nota bene takiej samej terminologii używa z reguły "Gazeta Wyborcza".
Nie jest to wbrew pozorom zabieg czysto stylistyczno-estetyczny. Terminologia jakiej używamy wpływa na sposób myślenia o problemie. "Usunięcie uszkodzonego płodu" nasuwa obraz profesjonalnego zabiegu medycznego, "zabicie poczętego dziecka z zespołem Downa" – uświadamia, czym naprawdę jest zabieg tzw. "aborcji ze względu na nieuleczalne uszkodzenie płodu".

Pro-aborcyjna poprawność polityczna mediów posuwa się do tego, że gdy w roku 2000 opisywały sprawę "Krwawego Doktora"  Richard'a Neale'a (znanego też jako "Rzeźnik"), który został oskarżony o 37 przypadków "poważnych nadużyć medycznych", w większości mediów nie wspomniano, że był aborcjonistą celowo raniącym i zabijającym kobiety w czasie wykonywanych aborcji!

Realia aborcyjnej przemocy
Jak już wspomniałam, w całej historii USA zostało zamordowanych siedmiu aborcjonistów. Jak wyglądają statystyki morderstw dokonanych przez aborcjonistów? Na stronie internetowej poświęconej temu zagadnieniu abortionviolence.com znajduje się dokładna, w miarę aktualna (ostatnia aktualizacja 30 czerwca 2008 r) statystyka. Liczba wniesionych oskarżeń o zabójstwo dorosłej osoby, dokonane przez lekarza aborcjonistę lub działacza pro-aborcyjnego wynosi 835 przypadków (liczba oskarżeń jest większa niż rzeczywista liczba zabójstw, ponieważ czasem brało w tym udział więcej osób i każda z nich została oskarżona). Raport Human Life International z roku 2000 podawał liczbę 314 udowodnionych zabójstw.  Do tego dochodzi 365 udokumentowanych przypadków śmierci kobiet w wyniku niewłaściwie przeprowadzonej legalnej aborcji.

A jak wyglądają inne przykłady przemocy? Podpalenia, podrzucanie bomb, pobicia,  gwałty,  uśmiercanie niechcianych noworodków,  pedofilia... A nawet 3 przypadki nekrofilii i 3 kanibalizmu.

Redaktorzy portalu abortionviolence.com zwracają uwagę, że żadne z opisanych  przestępstw  nie było dokonane w afekcie. Każde zostało zaplanowane i przeprowadzone z zimną krwią, co pokazuje jak uwikłanie w aborcję powoduje utratę szacunku dla ludzkiego życia jako takiego.

I to jest istota problemu. Lekarz wykonujący aborcję zdaje sobie sprawę ze stopnia dojrzałości dziecka. Już nawet 10 tygodniowe poczęte dziecko ma ukształtowaną głowę, ręce, nogi, paluszki, a nawet takie drobiazgi jak paznokcie. Współcześnie aborcjoniści stosują USG by być w stanie staranniej wykonać "zabieg". Widzą więc doskonale dziecko próbujące zasłonić się przed rozrywającymi je instrumentami, a w drugim i trzecim trymestrze ciąży - kompletnie ukształtowanego malutkiego niemowlaka. Zaprzeczanie człowieczeństwu tego maleństwa wymaga umiejętności postawienia muru w poprzek własnego umysłu. W klinice aborcyjnej dwudziestokilkutygodniowy niechciany "produkt zapłodnienia", a na odziale położniczym – dwudziestokilkutygodniowy wcześniak, o którego życie walczą lekarze. Takiego muru nie da się skutecznie postawić. Stąd powszechne w tym fachu przedmiotowe traktowanie ludzi.

Realia działalności pro-life
Czym zatem naprawdę zajmują się ruchy pro-life? Niedawno przeprowadzałam wywiad z  amerykanką, Angelą Michael, założycielką i działaczką niewielkiej fundacji Small Victories Ministries (Posługa Drobnych Zwycięstw). Jest ona dyplomowaną położną, matką dwanaściorga dzieci. Jej praca od 15 lat polega na codziennym podjeżdżaniu busikiem, wyposażonym w USG pod lokalną klinikę aborcyjną, specjalizującą się w późnych aborcjach (od 20 tygodnia wzwyż) i próbach namówienia klientek kliniki, by obejrzały swoje dziecko na USG. W busiku Angela trzyma też wyprawki dla niemowląt, listę kontaktów do konkretnych organizacji wspierających kobiety w trudnej sytuacji itp. Jej zadanie jest utrudnione ze względu na prawo otaczające kliniki aborcyjne kilkunastometrową strefą zaporową, do której nie mają dostępu działacze pro-life. W rezultacie Angela ma niewielką szansę nawiązania rozmowy. A i tak od roku 2000 (kiedy zaczęła prowadzić stronę internetową, na której umieszcza cotygodniowe szczegółowe raporty) udało jej się ocalić 3225 dzieci (stan na 9.07.2009). Z tego jedno – uzależnioną od narkotyków przedwcześnie urodzoną córkę narkomanki – sama adoptowała.  Dzięki tej posłudze (wspiera ją w tym cała liczna rodzina) Angeli udało się też nakłonić część pracowników kliniki do zmiany zawodu. Przykład  Small Victories Ministries pokazuje  na czym polega prawdziwa, codzienna praca działacza pro-life.

Organizacje obrony życia dążą też do zamykania klinik aborcyjnych, szczególnie wykonujących późne aborcje. Jest na to szereg sposobów. Jak twierdzi ksiądz Frank Pavone, przewodniczący organizacji Priests for Life (Księża dla Życia), większość ginekologów woli ukrywać fakt wykonywania aborcji. Nie mają nic przeciw zarobieniu na "skrobance", ale są świadomi, że upublicznienie tej informacji spowodowałoby utratę wielu pacjentów. Ksiądz Pavone namawia zatem działaczy pro-life do trójstopniowej interwecji.  Etap pierwszy to zidentyfikowanie lekarza po cichu dokonującego aborcji. Etap drugi to próba nakłonienia go do porzucenia procederu, rozmowa w cztery oczy. Dopiero jeśli to się nie powiedzie, następuje etap trzeci – upublicznienie nazwiska lekarza.

Jeśli chodzi o aborcjonistów otwarcie reklamujących się z usługami, (takich jak zmarły George Tiller) wytacza się im procesy. Ponieważ lekarze tacy żyją wyłącznie z aborcji, zależy im na jak największej liczbie klientek. Prowadzi to w prosty sposób do naginania prawa a także pośpiechu w wykonywaniu zabiegu – byle zdążyć zanim następna kobieta w kolejce się rozmyśli (co się zdarza, szczególnie jeśli przed wejściem dostała do poczytania ulotki opisujące alternatywy aborcji). Rezultatem są niestaranne zabiegi prowadzące do problemów zdrowotnych a nawet śmierci klientek, a także łamanie prawa. Tak było w przypadku Tillera. Założyciel chroniącej życie poczęte organizacji Operation Rescue,  Randall Terry mówił po jego śmierci: "Byliśmy o dwa miesiące od legalnego zamknięcia tej kliniki". Przeciw aborcjoniście toczył się proces z bardzo silnymi dowodami, które doprowadziłyby do cofnięcia mu prawa wykonywania zawodu.

Kto kogo dlaczego?
Na koniec warto przypomnieć jasno strony i cele walki cywilizacji życia z cywilizacją śmierci. To nie jest tak, że obie strony walczą o różnie pojmowane dobro kobiet i dzieci, lecz mają problemy w komunikacji. Po jednej stronie mamy organizacje pro-life, które zdając sobie sprawę z następstw jakie ma dla kobiety decyzja o zabiciu swego dziecka, walczą o życie zarówno dziecka jak i jego matki. Z drugiej strony mamy szereg wolontariuszy którzy angażując się w ruchy proaborcyjne próbują zagłuszyć sumienie i przekonać samych siebie o słuszności podjętej niegdyś decyzji o aborcji. Lecz co ważniejsze, mamy też przemysł antykoncepcyjno-aborcyjny, przynoszący miliardy dolarów zysku. To prosta kalkulacja biznesowa – im wcześniej nakłonimy młodych do współżycia seksualnego, im więcej będą mieli partnerów, tym lepszymi będą klientami – dla producentów antykoncepcji i leków na choroby weneryczne, klinik aborcyjnych itp. Dlatego strona pro-aborcyjna dąży do tego by seks traktować jak niezobowiązującą rozrywkę, a aborcję jak wyrwanie zęba. Dlatego dąży by wszelkimi możliwymi środkami zamknąć usta tym, którzy mówią prawdę o traumie aborcji. Przypięcie organizacjom pro-life etykietki morderców, antyaborcyjnych  ekstremistów i fanatyków, a w rezultacie delegalizacja i traktowanie ich jak organizacji terrorystycznych to szczyt marzeń każdego prawdziwego aborcyjnego biznesmena.

ArtykuL ukazał się w czasopismie "Polonia Christiana" w roku 2009.