PORADY WYCHOWAWCZE

Nowości

Z pewnością każdy z nas słyszał o syndromie Piotrusia pana – czyli o dorosłym mężczyźnie zachowującym się jak niedojrzały chłopiec. Czarujący, dowcipny i... kompletnie niegodny zaufania. Mimo upływu lat nie potrafi zbudować trwałej więzi z drugą osobą. Ucieka od odpowiedzialności, poszukuje wciąż nowych podniet. 

 

Jaki jest "Piotruś pan"?
Nazwa pochodzi od tytułowej postaci powieści Jamesa Barrie, a zjawisko psychologiczne opisuje szczegółowo Dan Kiley w książce „Syndrom Piotrusia Pana”. Pędzący beztroskie życie, nigdy nie dorastający chłopiec jest uroczą postacią literacką. Gorzej gdy jest on członkiem naszej rodziny. 
Mężczyzna taki skoncentrowany jest na sobie. Najważniejsze są zawsze jego potrzeby, jego wygoda, jego zadowolenie. Nie potrafi wziąć odpowiedzialności choćby za konsekwencje własnych decyzji. Unika odpowiedzialności. W zamian wciąż poszukuje okazji do zabawy, odprężania się, przelotnych przygód seksualnych. Często towarzyszy temu fascynacja sportami ekstremalnymi i upodobanie do drogich produktów. Choć bardzo często deklaruje chęć głębokiej przyjaźni, znaczącego związku, jego relacje z innymi ludźmi są powierzchowne. Gdy pojawiają się problemy, ucieka, lub udaje że ich nie ma.

Skąd się to bierze?
Najgroźniejsze dla chłopca jest połączenie nadopiekuńczej matki i nieobecnego  (czy to fizycznie, czy psychicznie) taty.
Niektóre pary decydują się na dziecko w momencie gdy coś zaczyna się między nimi psuć. Mają nadzieję, że maleństwo ich na nowo połączy. Wydaje się, że dziecko pobudzi w nich miłość, opiekuńczość, zbliży emocjonalnie. Czasem rzeczywiście dzieci stają się pomostem odbudowania głębszej więzi między rodzicami. Częściej jednak dziecko, a zwłaszcza syn staje się dla matki emocjonalnym substytutem męża. Synek kocha mamusię bezwarunkowo, a ona zaczyna na nim koncentrować całą swą troskę i miłość. W rozwoju chłopca następuje moment, gdy potrzebuje zerwać emocjonalną pępowinę, łączącą go z matką, za to pogłębić więź z ojcem. Jeśli mama do tego nie dopuszcza, zaczyna hodować Piotrusia Pana. W rezultacie dba o wszelkie potrzeby swego synka, spełnia jego zachcianki, we wszystkim go wyręcza, poświęca się dla niego, stara by na niczym mu nie zbywało. Trudno jest jej pomóc, gdyż uważa, że są to normalne objawy matczynej miłości. Nie zauważa że to ona odnosi z układu najwięcej korzyści wychowując osobę od siebie emocjonalnie uzależnioną. Mąż takiej kobiety najczęściej oddaje wychowanie syna całkowicie w jej ręce. Stwierdza "wychowanie to kobieca sprawa, nie będę się do tego mieszał".
Nie jest to jedyny możliwy schemat.  Wielu "Piotrusiów panów" dorasta w rodzinach o  permisywnym stylu wychowawczym. W modelu tym rodzice unikają jak to określają "nadmiernego karania i nadużywania swej władzy". Starają się nie nakładać i nie wymuszać ograniczeń swobodnego rozwoju dziecka. Posługują się przy tym przejmującymi hasłami: "Kocham, nie karzę," itp. jednak mimo szczytnych założeń powoduje to u dziecka  rozwój postawy nieodpowiedzialności. Jeśli dziecko nie przyswaja sobie podstawowych nawyków, obowiązków, nie uczy się, że złamanie zasad powoduje konsekwencje w postaci kary wyrasta nie tylko na osobę nieodpowiedzialną, lecz też nie wierzącą w siebie. Brak nawyków, obowiązkowości, brak pracy nad sobą powoduje, że nie radzi sobie z tak drobnymi sprawami jak choćby utrzymanie porządku w pokoju. W rezultacie chłopiec stwierdza: "Skoro nie potrafię dać sobie rady w drobiazgach, co dopiero w rzeczach dużych, lepiej w ogóle nie podejmować odpowiedzialności." Dla rodzin takich charakterystyczne jest też płytkie podejście do życia rodzinnego. Czas spędzany z dziećmi poświęcony jest rozrywce, nie obejmuje wspólnej pracy, wspólnych projektów. Innymi słowy – przyszły Piotruś pan może nawet mieć w rodzicach świetnych kumpli, nie znajduje jednak w nich wychowawców. Nie są dla niego autorytetem.

Co możemy zrobić dla swojego syna, by nie wychować go na Piotrusia pana?
Podstawą jest praca nad dobrą relacją między wami jako małżonkami. Kiley zaleca by zastanowić się, czy swoich małżeńskich frustracji nie przenosimy na dzieci: "Bez wdawania się w zbędne szczegóły, powiedzcie dzieciom, że popełnialiście błąd, przerzucając na nie swoją frustrację. Wyjaśnijcie im, że wasze nieporozumienia małżeńskie nie są ich winą." Potem poleca pracę nad umiejętnością rozmawiania o uczuciach, o trudnościach, nad pielęgnowaniem miłości. Oznacza to np. naukę rozwiązywania konfliktów.
Drugim ważnym krokiem jest wprowadzenie do życia domowego szeregu konkretnych zasad. Kiley tak je opisuje: "Dzięki nim wasz autorytet rodzicielski zyska na spójności i konsekwencji; przyczynią się one do wyeliminowania nieodpowiedzialności i przywrócenia poczucia bezpieczeństwa w domu. Przekonacie się, że zapewniają również rozsądny grunt dla porozumienia między rodzicami, którzy mają odmienne koncepcje wychowawcze." Oto one:
1) Rozmowa zapobiega problemom, jednak rozwiąże je wyłącznie działanie. Jeśli np. syn ogląda telewizję mimo że miał posprzątać pokój, nie ma co po raz kolejny tłumaczyć zasady. Trzeba po prostu wyłączyć telewizor.
2) Wiele reguł może podlegać ustaleniom, lecz niektóre są bezdyskusyjne. Trzeba ustalić "kanon" zasad bezwzględnych – np. zwracanie się z szacunkiem do rodziców, mówienie prawdy. Ich złamanie nie może pozostać bez kary.
3) Jeśli dzieci „dbają o interesy" (obowiązki domowe, dobre maniery, dobre stopnie, wczesne kładzenie się spać, oszczędzanie itp.) - rodzice powinni zostawić im swobodę w ich prywatnych sprawach.
4) Kara powinna być stosowana rzadko i być przemyślana. Kary wymyślane pod wpływem impulsu są zwykle odbierane jako sposób "wyżycia się", są nierealistyczne i nieskuteczne.
5) Pozwólcie dzieciom wyrażać swoje zdanie. Np. mówić: "uważam to za nie fair". Nie oznacza to, że macie im ustępować w sprawach ważnych. Jednak pozwalając na wyrażanie własnego zdania uczymy je szacunku dla samego siebie.
6) Wyraźnie zakreślone granice i racjonalna dyscyplina sprawiają, że dziecko nabiera zaufania i zyskuje wiarę w siebie. Dlatego muszą istnieć jasne kryteria – jakie zachowania akceptujemy, jakie nie.
7) Wpływ rodziców znosi presję grupy rówieśniczej, jeśli decyzje podejmowane są świadomie, niekonformistycznie. Oznacza to unikanie argumentów typu: "Wszyscy tak robią" (np. "inni rodzice nie pozwalają dzieciom w twoim wieku mieć komórek, więc my też nie pozwalamy").
8) Pozwalaj na posiadanie własnego zdania. Nigdy nie wyśmiewaj argumentów dziecka.
9) Bawcie się razem jako rodzina, ale też pracujcie razem. Nic nie uczy lepiej odpowiedzialności jak satysfakcja ze wspólnie wykonanej pracy.
10) Rób coś a nie narzekaj; daj spokój słowom i z żadną akcją nie zwlekaj.

Tekst ukazał się w "Przewodniku Katolickim"

zdjęcie: freeimages.com autor -  mrmattin