PORADY WYCHOWAWCZE

Nowości

Określenie "ojciec - obrońca" wywołuje różne reakcje. Niektórym wydaje się to niedzisiejsze i sentymentalne, w innych wzbudza tęsknotę za prawdziwie męskim, honorowym, opiekuńczym mężem czy ojcem.

Dla osób, które doświadczyły rozwodu rodziców wydaje się to często ponurym dowcipem. A jednak warto uświadomić sobie, że w każdym mężczyźnie tkwi niezwykły potencjał wojownika broniącego swej rodziny przed niebezpieczeństwami. Potencjał często w imię emancypacji i równouprawnienia kobiet tłumiony.

Oto historia opowiedziana przez Jamesa Stetsona, autora książki Father, the Family Protector. Pewnego dnia w niedzielne popołudnie przechadzał się po parku. Ulicą nadchodziła właśnie niewidoma staruszka z laską i psem przewodnikiem. Towarzyszyły jej dwie roześmiane dziewczynki w wieku 6-7 lat, najwyraźniej wnuczki. Nagle z zaułka wypadł ogromny dziki kundel i zaatakował psa staruszki. Ten zaczął się bronić ujadając wniebogłosy i gryząc. Staruszka potęgowała jeszcze chaos, próbując odgonić kundla laską, jednak czasem trafiała we własnego psa. Przerażone dziewczynki krzyczały i szlochały, wmurowane w ziemię. Stetson wraz z kolegą natychmiast rzucili się na pomoc, a jednocześnie zrobili to praktycznie wszyscy mężczyźni znajdujący się w okolicy. Odgonili psa, zapewniając staruszkę, że już wszystko w porządku. W tym momencie pojawiła się żona jednego z mężczyzn, proponując niewidomej kobiecie i dziewczynkom by ochłonęły w pobliskiej kawiarni. Stetson podsumowuje zdarzenie: "Gdy rzuciliśmy się na ratunek zadziałał potężny, prymitywny impuls funkcjonujący od tysięcy lat. Każdy dorosły mężczyzna w zasięgu słuchu usłyszał dźwięk, który poruszył jego najgłębsze męskie instynkty i popchnął do akcji: - "Dzieci zaatakowane przez bestię! Ocal dzieci! Odeprzyj bestię!" Mężczyźni porzucili swe zajęcia i niebaczni własnego bezpieczeństwa pobiegli bronić dzieci.

Jeden z potężnych mitów współczesności głosi, że kobiety i mężczyźni poza fizjologią specjalnie się nie różnią. Pojawiające się u mężczyzn odruchy szarmanckości, próby otoczenia kobiety opieką są często przez kobiety traktowane jako obraźliwy przejaw męskiego szowinizmu i poczucia wyższości. Trudno o bardziej błędną interpretację.

Mężczyźni różnią się psychicznie i fizycznie od kobiet. Inaczej myślą, reagują na odmienne bodźce. Działają w nich instynkty, postawy, siły fizyczne umożliwiające twardą, pełną poświęcenia służbę ludziom, którzy najwięcej znaczą w ich życiu, poczynając od najbliższej rodziny.

Wszystkie specyficzne cechy dorosłego mężczyzny – muskulatura, siła woli, wytrzymałość, tendencja do koncentrowania się na rozwiązaniach a nie uczuciach, popęd do współzawodnictwa, agresywność, asertywność, skłonność do planowania strategicznego, przyjemność z prac fizycznych, konstrukcyjnych, silne poczucie hierarchiczności a także sprawiedliwości – wszystko to razem złożone służy podstawowemu celowi życia – ochronie.

Z natury mężczyzna wyposażony jest w fizyczną i psychiczną siłę umożliwiającą ochronę tych, których kocha. Instynkt by chronić od złego jest rdzeniem męskości i jego mocą.

Świadomość powyższego pomaga w budowaniu prawdziwie szczęśliwego małżeństwa i rodziny. Jak wykazują badania, nawet w nowoczesnych rodzinach, w których panuje całkowite równouprawnienie, oboje rodziców pracuje, a w domu brak podziału na prace "męskie i kobiece", dzieci spostrzegają ojca jako osobę od której zależy dobrobyt rodziny. Gdy ojciec traci pracę – spostrzegane jest to jako zagrożenie bytu rodziny, gdy mama – jako przejściowa trudność.

W jaki sposób ojciec może chronić swe dzieci? Jakie zalety może formować u swych dzieci, które będą procentowały w późniejszym życiu?

Ojciec wzmacnia kompetencje swych dzieci. Pomaga w kształtowaniu zdrowej postawy wobec pracy, przekazuje skuteczne nawyki pracy. Jego kierownictwo pomaga dzieciom uchwycić zależność między wysiłkiem włożonym w pracę a rezultatami. Podczas gdy mamy często i bezwarunkowo wyrażają swą miłość i chwalą dzieci, mężczyźni mają tendencję do doceniania wysiłku włożonego w pracę, chwalenia efektów. Jeżeli ojcu nie uda się przekazać dzieciom prawidłowej postawy wobec pracy, nie wyrastają z podstawowej postawy dzieciństwa – traktowania życia jako zabawy. Rezultatem jest człowiek nominalnie dorosły, mentalnie zatrzymany w późnym dzieciństwie.

Ojciec uczy szacunku dla prawowitego autorytetu. Nalega na to, by dzieci były posłuszne jemu i żonie. Zwykle to żona uczy dzieci podstaw moralności – co dobre a co złe, mąż egzekwuje stosowania zasad. Dzięki umiejętności myślenia strategicznego potrafi przewidzieć konsekwencje braku szacunku dla autorytetów – konflikty z nauczycielami, pracodawcami, prawem. Dlatego nie waha się wymagać w sytuacjach, gdy kobiece serce już bardzo mięknie i chciałoby dziecku odpuścić.

Ojciec uczy dzieci etyki. Od niego przejmują system wartości, on kształtuje sumienie swego potomstwa. Pokazuje jak zachowywać się w sposób spójny z wartościami, honorowy i sprawiedliwy w świecie zewnętrznym. W oczach dzieci jest ekspertem od wartości. Nawet w rodzinach patologicznych dzieci kształtują swój system wartości na przykładzie ojca. W zdrowej relacji rodzinnej ojciec przez swój przykład i wymagania pokazuje w jaki sposób odpowiedzialny dorosły szanuje prawa innych ludzi, jednocześnie dbając o prawa swoje i swoich bliskich.

Ojciec buduje wiarę w siebie u swych dzieci. Dzięki niemu córki czują się bezpieczne, synowie chcą go naśladować. Zwracając uwagę na wysiłki i osiągnięcia dzieci dostarcza konkretnych pochwał, lecz także pełnej miłości krytyki tak gdzie jest potrzebna. Dzięki temu dzieci budują wiarę w siebie i realistyczny obraz swych mocnych i słabych stron.

Ojcowie uczą dzieci korzystania z mózgu w ocenie sytuacji. Uczą logiki, zadawania pytań, chłodnego wyciągania wniosków. Są też atrakcyjnym przykładem dojrzałej i odpowiedzialnej męskości. Dobry ojciec jest wzorcem dla dorastającego chłopca, a jego opiekuńczość i docenianie kobiecości dorastających córek pokazuje pewien ideał dojrzałej, odpowiedzialnej męskości, której będą szukać w przyszłości u kandydata na męża.

James Stetson wspomina o jeszcze jednym, często zapomnianym zadaniu prawdziwego mężczyzny. Ma on chronić swą żonę. Czasem musi mieć odwagę, by bronić ją przed własną matką, która nie pogodziła się z tym, że syn ma już własną rodzinę. Czasem musi chronić żonę przed własnymi dziećmi – przed ich nieuprzejmością, nieposłuszeństwem, agresją wynikającą z niedojrzałości radzenia sobie z emocjami. Czasem kobiety same tłumią instynkt ochrony rodziny w swoich mężach, etykietkując to jako "męski szowinizm". A może jednak warto pozwolić mężowi rozwinąć pełnię potencjału swej męskiej tożsamości?

 

Tekst ukazał się w nr 36/2010 "Przewodnika Katolickiego"