Daniel Magical, Rafonix, Rafatus, Gural. Jeżeli nie znasz tych imion, a Twoje dziecko reaguje na nie wzruszeniem ramion i pytaniem: „ale o kogo chodzi” zaliczasz się do szczęśliwej grupy osób nieświadomych zawartości ciemnych obszarów internetu.

Patologiczny reality show.

Nazwa zjawiska wzięła się z połączenia dwóch słów: „patologia” oraz „streaming”. To pierwsze słowo jest powszechnie zrozumiałe, streaming to transmitowanie przekazu na żywo, bez cięć i montażu. Jednym z najbardziej popularnych rodzajów streamingu są relacje na żywo z rozgrywek gier wideo. Stąd też pośrednio wywodzi się poruszane w artykule zjawisko. 

Być może zdziwienie wzbudza już zjawisko popularności ludzi nadających rozgrywki na żywo gier komputerowych. Jednak trochę to podobne do śledzenia olimpiad sportowych - oglądanie mistrzowskiego opanowania jakiejś umiejętności jest przyjemne. Poza tym  można podpatrzeć strategię rozgrywki w bardziej ambitnych czy nowych grach.  Wielu z graczy jednocześnie komentuje to, co się dzieje na ekranie.  Niestety, dużą popularnością cieszą się gracze wulgarni, bluzgający niewybrednymi wiązkami. Stąd już o krok było do ludzi, którzy nie tyle grają, co przeklinają, jednocześnie konsumując różne środki odurzające. 

Kolejnym krokiem degeneracji jest patostreaming, czyli transmitowanie na żywo patologicznych zachowań. Bicie się pod wpływem alkoholu, przeklinanie, przymilne błaganie mamy, by nie wyłączała światła przeplatane z wulgarnymi bluzgami, zmuszanie matki do wypicia duszkiem piwa, bicie butelką dziewczyny po głowie, poprowadzenie setek ludzi do zalania kogoś, kto podpadł patostreamerowi falą cyberprzemocy i gróźb karalnych, w końcu nakłanianie nieletnich do rozbierania się przed kamerą i transmitowanie tego na żywo pokazuje mniej więcej zakres działalności patostreamerów. Warunek? To musi wyglądać autentycznie, zwykli ludzie próbujący to naśladować w celach zarobkowych szybko byli demaskowani, choć pod wpływem ostatnich afer (aresztowanie Gurala z zarzutem molestowania seksualnego nieletniej) najpopularniejsi "twórcy" zaczynają utrzymywać, że wiele ze scen było aranżowanych, by zapewnić lepszą oglądalność, więc nie była to prawdziwa przemoc.

Pieniądze.

Dochodzimy do kolejnego problemu. Ludzie zarabiają na patostreamingu. Platformy oferujące transmisje na żywo dają opcję wspomagania nadawcy finansowo. Założenie jest dość szlachetne - wsparcie swojego ulubionego twórcy. Przy patostreamingu wspiera się zachowania patologiczne. Zarabianie napędza "twórców" coraz bardziej. Np. stawiają cel: jeśli zbiorę tyle a tyle, zrobię to i to. W ten sposób np. można było zobaczyć jednego z nich pokazującego przed kamerą swoje przyrodzenie. Choć kwoty od pojedynczego widza to z reguły kilka złotych, liczy się skala. Jeśli stream ogląda kilka tysięcy osób dziennie, to w skali miesiąca uzbiera się kilkanaście tysięcy złotych.

A kto to ogląda? Na przykład nastolatki, na poważnie rozważające to jako sposób na życie. "Ucz się, bo inaczej się stoczysz na dno" przestaje być pogróżką, a staje się zachętą. Niestety w internecie istnieje wiele mechanizmów wzmacniających patologiczne zjawiska. 

Ciekawy jest przypadek użytkownika "Helenalive" z Twitch.tv. Dziewczyna streamowała granie w gry. Można było jej wpłacać donacje (na tym to wszystko polega), a na tej konkretnej platformie przy donacji wyświetlają się komentarze osób wpłacających (i tylko ich). Dziewczyna wyreżyserowała ciekawą sytuację.

Ludzie wpłacali różne kwoty obrażając ją, przedrzeźniając od "lam" (zwierząt), albo śmiejąc się, że musi spłacić długi (jest Greczynką). Przybierało to czasem bardzo ostre formy. Ona się tym strasznie przejmowała (a przynajmniej tak pokazywała), płakała, sepleniła zasmarkana "I'm not a llama...", ale nie przestawała nadawać. Równolegle do tego powiększało się grono ludzi, którzy pocieszali ją ciepłymi komentarzami (które chcąc umieścić na jej ekranie, musieli wzbogacić o donację). Oczywistym jest, że był to jej zamierzony efekt, gdyż i obrażający, i pocieszający, za każdym razem zostawiali na jej koncie co najmniej kilka centów. Dodatkowo sama prowokowała komentarze. Mamy tu zatem przykład, gdy ktoś zarabia nie na swoich patologicznych zachowaniach, a prowokując patologiczne zachowania użytkowników.

Coś nowego?

Niekoniecznie. Zachowania patologiczne zawsze były obecne w internecie. Jak opisuje kolega: "Widocznie każde pokolenie ma tak samo, tyle że za pomocą innych środków. Za czasów mojej nauki w szkole były to klasyczne jajca typu siadanie na poduchę bezpieczeństwa z auta i wylatywanie do góry, nagrywane bylejaką kamerką i potem puszczane w sieć. W ruskim obiegu była seria filmików pt' "frajer to nie osoba, frajer to taki los" z poniżaniem, zmuszaniem do jedzenia fekaliów, biciem, wsadzaniem głowy do kibla. Potem hitem było nagrywanie meneli. Dziś menele nagrywają się sami i jeszcze na tym zarabiają."

Dlaczego to jest tak popularne?

Przede wszystkim dlatego, że pozwala ludziom poczuć się lepszymi. Oglądają dane zachowania i porównują "no ja bym nigdy w życiu się tak nie zachował". Oglądanie patologii pozwala na podniesienie własnej samooceny. Inna rzecz to interaktywność, świadomość, że czyjeś kilka złotych może pchnąć twórcę do jeszcze głupszych czy bardziej zdegenerowanych zachowań. W przypadku nastolatków dochodzi kwestia presji grupowej. Jeśli wszyscy koledzy (a przynajmniej ci znaczący) oglądają coś, młody człowiek nie chce czuć się wykluczony przez to, że nie orientuje się w temacie.

Konsekwencją jest normalizacja patologii. Gdy ktoś miesiącami śledzi czyjeś życie, zaczyna się do obserwowanych rzeczy przyzwyczajać, zaczyna sympatyzować z popularnym bohaterem patostreamu i uznawać jego zachowania za akceptowalne. Było to zwłaszcza widoczne w przypadku, od którego zaczęto głośno mówić o problemie - Gurala, który nagabywał trzynastolatkę do rozebrania się przed kamerą, co było transmitowane przed tysiącami widzów, z których zdecydowana większość nie widziała w tym problemu.

Co robić?

Przede wszystkim - nie wpadać w panikę. Jak sama nazwa wskazuje, opisywane zjawisko to patologia, nie norma. Internet pełen jest wartościowych rzeczy. Jest jak miasto. Idziesz ulicą i widzisz w oddali kilku bijących się podejrzanych typów. Co robisz? Prawdopodobnie oddalasz się z tego miejsca. 

Przeglądasz filmy, trafiasz na filmik "XY uderza matkę krzesłem" co robisz? Prawdopodobnie wzruszasz ramionami i szukasz tego, co cię naprawdę interesuje. Jeżeli masz w miarę poukładane dziecko, będzie mu raczej żal spędzać czas na oglądaniu patologii. O ile nie jest to tematem fascynującym jego przyjaciół. Wniosek - dbajmy o to, by znać ludzi, z którymi nasze dzieci się przyjaźnią.

Niezwykle ważne jest przede wszystkim rozmawianie z dzieckiem o tym kawałku jego życia, jakim jest świat wirtualny. Badania NASK pokazały, że niewielu polskich rodziców rozmawia z dziećmi o tym, co robią w internecie. A mimo wszystko patostreaming to nie jedyny problem. Inne to deprawujące młodzież popularne kanały, np. zachęcające do niebezpiecznych praktyk seksualnych (jedna z popularnych youtuberek zachęcała do zoofilii), streamy oferujące cyberseks itp. Inna sprawa, że zasadniczo patologiczne obszary internetu odwołują się do siebie nawzajem, a są ignorowane przez ludzi na pewnym poziomie. Póki więc dziecko nie wdepnie do internetowego ścieku i nie da się mu wciągnąć, może korzystać z zasobów wirtualnych bez ich pogłebionej znajomości.

O problemach w sieci rozmawiajmy na spokojnie, bez wpadania w panikę, z zainteresowaniem i życzliwością. Nawet temat patostreamerów da się wykorzystać konstruktywnie. Skoro media pełne są teraz informacji o nich, porozmawiajmy z dziećmi o tym, że to jednak margines. Uświadommy, że takie rzeczy są popularne, bo odwołują się do wad - chęci podglądania życia innych, podnoszenia samooceny cudzym kosztem, usprawiedliwiania swoich złych postępków porównaniem, że nasze nie są jeszcze aż tak złe. Bo w gruncie rzeczy fakt, że ktoś jest zagorzałym fanem tego typu treści dużo nam mówi o danej osobie. Konkretnie - że nie jest to ktoś z kim warto się przyjaźnić.