PORADY PSYCHOLOGICZNE

W popularnym czasopismie dla kobiet przeczytałam niedawno rady, jak przeprowadzić dobry rozwód. Autorka namawiała m.in. by rozstać się jak najszybciej. Argumentowała, że trwanie w niesatysfakcjonującym związku uniemożliwia powrót do normalnego życia, a szybki rozwód pomaga ocalić więcej dobrych wspomnień z małżeństwa (sic!). Czy rzeczywiście rozwód jest najlepszym rozwiązaniem trudności małżeńskich?

Kto się rozwodzi?

Na stronie prawnik-online.eu znajduje się zestawienie statystyczne przyczyn rozwodów (rok 2010). Wydawałoby się, że po rozwód sięgają głównie osoby zdradzane, lub maltretowane. A jednak najczęstszą przyczyną (45%)  jest "niezgodność charakterów". Kolejne miejsca zajmuje  alkoholizm (21%), a dopiero na trzecim miejscu -  zdrada (17%). Przemoc jest powodem zaledwie 4% rozstań.  Jednocześnie w połowie przypadków wniosek rozwodowy jest zaskoczeniem dla osoby go otrzymującej.
Wydaje się oczywiste, że najbardziej narażone na rozpad związku są pary, znajdujące się w stanie nieustającego konfliktu i wzajemnych pretensji. A jednak studium przeprowadzone przez naukowców z uniwersytetu w Michigan ( Birditt i in. 2010) pokazuje coś innego. Do rozwodu najczęściej prowadzi układ, w którym jedna z osób próbuje rozwiązywać konflikty a druga od nich ucieka. Mamy więc z jednej strony osobę, która w sytuacji konfliktu zachowuje się spokojnie i konstruktywnie, jest gotowa wysłuchać współmałżonka i próbuje zrozumieć jego sposób widzenia problemu. Druga osoba z kolei ucieka od problemu, nie chce rozmawiać. Autorzy badań piszą: "Małżonkowie którzy radzą sobie z konfliktami konstruktywnie odczytują nawyk wycofania się partnera z konfliktu jako brak zaangażowania w związek, a nie jako np. próbę uspokojenia się."
W tym momencie można zrozumieć dlaczego tak wielu ludzi zostaje zaskoczonych wnioskiem rozwodowym. Wydaje się, że w małżeństwie nic strasznego się nie dzieje. A jednak małżeństwo może się sypać nie dlatego, że je niszczymy a dlatego, że o nie nie dbamy i ignorujemy wczesne sygnały ostrzegawcze.

Nawet beznadziejne małżeństwa można uratować
W kwietniu 2010 r. w czasopismie naukowym  Journal of Consulting and Clinical Psychology opublikowane zostały wyniki badań nad możliwością ratowania małżeństw.
Przez 6 lat śledzono losy 134 par, które czuły się trwale nieszczęśliwe w związku. Pary te miały dwie cechy wspólne. Po pierwsze, mimo tego, że uważały swoje małżeństwo za skończone, zdecydowały się podjąć próbę ratowania go. W wielu przypadkach małżonkowie chcieli zapewnić swym dzieciom bezpieczeństwo i komfort dorastania w trwałej rodzinie. Drugą cechą wspólną był fakt, że mimo dobrych chęci małżonkowie nie potrafili samodzielnie rozwiązać swych problemów małżeńskich i czuli się nieszczęśliwi.
Pary te skierowano na terapię małżeńską. W ciągu roku odbyli 26 spotkań z terapeutą. Pracowali nad umiejętnością komunikacji i rozwojem inteligencji emocjonalnej – podejście to nazywa się integracyjną terapią par (autorzy Andrew Christensen i Neil Jacobson). Chodziło w tym nie tylko o rozwój umiejętności rozwiązywania konfliktów, lecz rozumienia potrzeb emocjonalnych drugiej osoby, pracę nad codziennymi zachowaniami.  Po pięciu latach od zakończenia terapii ponad jedna trzecia par czuła się całkowicie szczęśliwa w małżeństwie. Kolejne kilkanaście procent doświadczyło znaczącej poprawy relacji. Jedna czwarta rozwiodła się, a reszta pozostawała z małżeństwie, mimo braku poprawy.
Autorzy badań analizowali przyczyny niepowodzeń terapii. Okazało się, że rozpadły się te pary, które podjęły terapię zbyt późno – to znaczy w sytuacji gdy jedna osoba była przekonana o konieczności rozwodu, jednak zgodziła się na terapię by mieć poczucie: "zrobiłem wszystko by małżeństwo ratować, mam czyste sumienie". Optymizm badaczy budził fakt, że uratowane terapią małżeństwa wcześniej oceniane były jako przypadki beznadziejne, skazane na rozstanie.
Dlatego warto pracować nad jakością relacji, zwracać uwagę na wczesne sygnały ostrzegawcze, a jeśli sobie nie radzimy – bez lęku udać się na terapię małżeńską. To nie wstyd prosić o pomoc, gdy nie dajemy sobie sami rady. A dlaczego warto? Choćby dla dobra dzieci, dla których rozwód rodziców jest bardziej tragiczny w skutkach niż ich śmierć. (Wallerstein 2000).

Wczesne sygnały ostrzegawcze
Oto kilka najbardziej charakterystycznych sygnałów ostrzegających, że w relacji dzieje się coś złego:
Brak porozumienia – nawet niewielkie problemy pozostają nierozwiązane. Małżonkowie zamiast rozwiązania szukają winnego, lub też unikają rozmawiania o sytuacjach problemowych.
Częste (jawne lub ukryte) konflikty związane z błahostkami. Jeżeli każde niemal zachowanie żony/ męża Cię drażni, co prowadzi do kąśliwych uwag, ewentualnie obgadywania współmałżonka ze znajomymi – jest to bardzo wyraźny sygnał zaburzonej relacji małżeńskiej.
Brak intymności. Zbliżenia małżeńskie podejmowane są z poczucia obowiązku lub, jako próba uzyskania poczucia bliskości, jednak towarzyszą im negatywne emocje, obojętność, poczucie, że mimo fizycznego zbliżenia jesteśmy sobie odlegli.
Ostatni zestaw sygnałów ostrzegawczych to emocje, jakie wywołuje druga osoba. W zaburzonych małżeństwach dominuje poczucie zniecierpliwienia,  irytacji. Często za to pojawiają się złośliwości, przytyki, robienie sobie na złość.  W rezultacie mąż lub żona czuje się lepiej, gdy drugiej osoby nie ma w domu.

Jak zapobiegać rozpadaniu się relacji?
John Gottman, profesor Uniwersytetu Waszyngtońskiego w Seattle zidentyfikował te działania małżonków, które najpełniej umacniają i rozwijają miłość.
Wspólne działania. Małżonkowie ustalają codziennie jakąś jedną wspólną rzecz, którą zrobią danego dnia. Może być to wspólny obiad, wyjście po zakupy, gra itp. I dotrzymują słowa - co zaplanowali wykonują.
Rozmowa. Pod koniec dnia prowadzą mniej więcej 20 minutową, rozładowującą stres rozmowę.  Aby rozmowy dobrze wam robiły - obie strony muszą mieć okazję zarówno się wypowiedzieć, jak i udzielić kochającego, pełnego zrozumienia wsparcia. Nic tak dobrze nie buduje miłości jak wyrażanie zrozumienia i współczucia (empatii).
Czułość. Przytulanie się, miłość fizyczna. Ważne jest, by w każdym akcie małżeńskim dominowała czułość i troska o drugą osobę. Istotny jest też pozaseksualna fizyczna czułość.
Jedna randka tygodniowo. W jeden wieczór w tygodniu warto uwolnić się od wszelkich trosk, zostawić dzieci pod opieką, pójść z współmałżonkiem na spacer lub do kawiarni - by w atmosferze luźnej "randki" pielęgnować swą miłość.
Podziw i uznanie. Przynajmniej raz dziennie powiedz coś miłego współmałżonkowi. Zdecydowaliście się na ślub, bo ujrzeliście w drugiej osobie coś wyjątkowego, niepowtarzalnego, co odróżniało tę osobę od setek innych. Do tych dobrych rzeczy łatwo się przyzwyczaić. Dlatego dobrze jest codziennie na nowo uświadamiać sobie tę wyjątkowość drugiej osoby i rozwijać miłość, mówiąc jej o tym.

Tekst ukazał się w "Przewodniku Katolickim" nr 8/2011

Polecam: http://www.rozwodprzemyslto.pl/


Cytowane prace:

Kira S. Birditt, Edna Brown, Terri L. Orbuch, Jessica M. McIlvane (2010) Marital Conflict Behaviors and Implications for Divorce Over 16 Years, Journal of Marriage and Family, 72/5, s. 1188–1204,

Christensen, Andrew; Atkins, David C.; Baucom, Brian; Yi, Jean (2010) Marital status and satisfaction five years following a randomized clinical trial comparing traditional versus integrative behavioral couple therapy, Journal of Consulting and Clinical Psychology, 78/2, 225-235

John Gottman (1999) The Seven Principles for Making Marriage Work Crown Publishers

Judith S. Wallerstein , Julia M. Lewis, Sandra Blakeslee (2000) The Unexpected Legacy of Divorce: The 25 Year Landmark Study, Hyperion, New York;