PORADY PSYCHOLOGICZNE

Nowości

Dedykowane Mojej Śp Mamie - Teresie Bartkowskiej.

Śmierć kogoś z rodziny zawsze jest ciężkim przeżyciem. Nawet ludzie, którzy od lat nie mieli ze zmarłym kontaktu odczuwają żal - najgłębszy wtedy, gdy z kimś bliskim byli pokłóceni i nie zdążyli się pojednać. Gdy tracimy bliską osobę, zwłaszcza jeśli jest to śmierć nagła - np. w wypadku samochodowym - jesteśmy wściekli, źli, zrozpaczeni. Gdy śmierć poprzedzona była długotrwałą chorobą - jesteśmy w stanie się na nią przygotować, co łagodzi pierwszy szok, jednak i tak pojawia się poczucie osamotnienia i żalu. Pierwsze dni zapełnia krzątanina związana z przygotowaniami do pogrzebu i odwiedziny krewnych, lecz potem dopada człowieka pustka i właśnie wtedy czujemy się osieroceni.

Wiele osób w takiej sytuacji pogrąża się we wspomnieniach. Niektórzy starannie zachowują pokój zmarłego w takiej postaci, jakby miał za chwilę do niego powrócić. Niektórzy puszczają wodze fantazji i rozmawiają ze zmarłym, jakby nadal żył. Taki sposób radzenia sobie ze stratą jest niezdrowy. Osoba tak przeżywająca żałobę nie tylko wyłącza się z życia, lecz także utrudnia sobie (a często i innym) pogodzenie się ze śmiercią ukochanej osoby.

Jak pomóc sobie i innym?
Pierwszy moment, gdy dowiadujemy się o śmierci jest zwykle szokiem i nic tego faktu nie załagodzi - nawet najdelikatniejsza forma otrzymania wiadomości. Jeśli musimy poinformować kogoś o śmierci krewnego, najlepiej powiedzieć to wprost, np. "Muszę powiedzieć ci o czymś tragicznym - zmarł Twój tata." a następnie zapewnić spokój i miejsce na odreagowanie pierwszych emocji. Niedobrze, jeśli musimy taką informację przekazać w miejscu publicznym - np. rodzinie oczekującej na korytarzu szpitala, lecz nawet w takiej sytuacji należy zapewnić odrobinę intymności, tzn. osobne pomieszczenie. Niedopuszczalnym jest natomiast besztanie kogoś i przywoływanie do porządku "Jesteś w miejscu publicznym, proszę natychmiast się uspokoić".

Jak pisałam wcześniej - dni do pogrzebu są zapełnione krzątaniną, związaną z ceremonią i załatwianiem spraw formalnych, lecz po pogrzebie następuje ten szczególnie trudny moment, gdy wraca się do domu, w którym żył zmarły i nagle ma się dużo wolnego czasu. Właśnie w tym momencie warto szczególnie wesprzeć najbliższych nieżyjącej osoby - z wdzięcznością przyjmą możliwość porozmawiania. Nie trzeba koniecznie rozmawiać o osobie, która odeszła, można poruszać tematy neutralne jak np. dzieci, znajomi itp. Ważna jest obecność przyjaznych osób i możliwość rozmowy. Niektóre osoby przeżywają żal bardzo gwałtownie, wybuchają gniewem przeciw Bogu, zmarłemu czy rozmówcy, który przyszedł porozmawiać w dobrych intencjach, inni rozpaczliwie płaczą. Wybuch gwałtownych emocji należy spokojnie przeczekać, - przyspiesza on proces pogodzenia się z gwałtowną stratą. Spokojne wysłuchanie bardzo pomaga. Jeżeli natomiast będziemy potępiać daną osobę za dawanie wyrazu nieakceptowanym społecznie, negatywnym uczuciom - będziemy odpowiedzialni za przedłużanie ich rozpaczy.

Żałoba jest czymś naturalnym. Jako katolicy  właściwie nie powinniśmy smucić się śmiercią kogoś kogo kochamy, bo wierzymy, że przeszedł do pełni życia - u Boga; jednak zawsze pozostaje w nas smutek spowodowany poczuciem osobistej straty. Żałoba taka może trwać nawet długo, lecz trzeba ją przeżyć - a zaczyna się od przyjęcia do wiadomości i zaakceptowania faktu śmierci. Pomaga w tym np. rozdanie przyjaciołom rzeczy osoby zmarłej. Gdy przemeblowujemy pokój - tak naprawdę dociera do nas, że zmarły naprawdę już tu nie wróci, nie usiądzie i nie porozmawia.

Osobie, która pogrąża się w patologicznej żałobie (izolacja, ucieczka w fantazje), trzeba pomagać stopniowo. Problem z żałobą patologiczną polega na tym, że człowiek nie przyjął do wiadomości faktu śmierci, ucieka w świat wyobraźni, udaje, że nic się nie stało. Na nic się nie zdadzą brutalne wypowiedzi typu: "Przecież on nie żyje, przestań udawać, że z nim rozmawiasz." komuś takiemu trzeba pomóc stopniowo i delikatnie. Można np. namówić, by zamiast trzymać w nieskończoność rzeczy zmarłego - rozdać (przynajmniej część) przyjaciołom i osobom, które będą takie pamiątki cenić. Warto też angażować człowieka w różne wartościowe zajęcia. Może być to np. wykorzystanie umiejętności w jakiejś grupie duszpasterskiej. Pomocą będzie też wyciąganie takiej osoby na krótkie wyjazdy, wartościowe filmy, występy teatralne, koncerty. Jeśli natomiast mimo pomocy widzimy nasilającą się izolację i ucieczkę od rzeczywistości - warto skontaktować taką osobę z terapeutą.

Artykuł opublikowany w "PRZEWODNIK KATOLICKI"