Pojęcie „Binge watching” które do języka polskiego wkradło się niedawno jest często źle rozumiane. Wydaje się, że chodzi o przywiązanie do seriali i częste ich oglądanie. Otóż nie. Określenie „Binge watching” powstało jako analogia do „binge eating” - niepohamowanego objadania się będącego elementem bulimii.

Istotą nie jest samo umiłowanie seriali, co oglądanie ich wielogodzinnymi ciągami, poza kontrolą, mimo poczucia, że powinno się już przestać. Czy to coś szkodliwego? Owszem. Czy oglądanie całego sezonu serialu za jednym zamachem różni się tak naprawdę od czytania dobrej książki do białego rana? Jednym słowem odpowiadając: zasadniczo.

Dlaczego kochamy seriale?
Film fabularny ma określoną budowę. Specjaliści rozróżniają szereg typowych przebiegów fabuły, jednak każdy film ma zdecydowane zakończenie. Jednak odcinki seriali nie mają zakończenia, tylko „zawieszenia” - rozpoczęte, lecz nie dokończone wątki, intrygi. Dlaczego jest to ważne? Dlaczego intryguje?
Jedno z najsławniejszych badań z psychologii poznawczej z ubiegłego wieku przeprowadzone przez Zeigarnik z zespołem polegało na tym, że dawano uczestnikom eksperymentu zadania do rozwiązania. Niektórzy mieli tyle czasu, że spokojnie mogli je dokończyć, innym przerywano rozpoczęte zadanie.  Następnie badano ile pamietają z tego zadania. Okazało się, że ludzie, którym przerwano pamietają o wiele więcej. Są też skłonni do zadania powrócić. To eksperymentalnie udowodnione pragnienie domykania zadań nazwano efektem Zeigarnik.
I właśnie to zjawisko wykorzystywane jest w serialach. Zasadnicza intryga odcinka zostaje rozwiązana, lecz na samym końcu pojawia się „zawieszenie” - niewielki poboczny wątek, który jednak zaciekawia. 
W przeszłości, w czasach seriali nadawanych raz w tygodniu powodowało to pełne podniecenia oczekiwanie na kolejny odcinek. Dziś, w czasach netflixa i generalnie internetu (gdzie cale sezony serialu dostępne są w kilka kliknięć) powoduje to, że chcąc się dowiedzieć, co się wydarzyło, klikamy na kolejny odcinek. A na jego końcu czeka kolejne zawieszenie. W rezultacie ktoś po wielu godzinach oglądania dochodzi do końca sezonu i z z poczuciem winy odkrywa, że stracił wiele godzin życia.
Dodatkowy element wciągający nas w seriale to personalizacja. Aplikacje, z których korzystamy zapamiętują nasze preferencje i sugerują filmy podobne do już znanych. Dzięki temu nie musimy aktywnie szukać nowej rozrywki, a jest nam ona dobierana i podawana na tacy. Jakże łatwo stwierdzić: „a tylko kliknę, żeby zobaczyć co to tam jest” i wciągnąć się w oglądanie kolejnego serialu. 

Problemy binge watchingu
Strata czasu to tylko jeden  problemów.  W 2017 roku ukazało się badanie naukowców z Melbourne, łączące nałogowe oglądanie seriali z chorobami zapalnymi.  Osoby oglądające filmy powyżej średnio 4 godzin dziennie mają o 74% wyższe szanse poważnych chorób niż osoby oglądające mniej niż 2 godziny dziennie. Składa się na to wiele czynników. Podstawą jest brak ruchu. Jeżeli ktoś pracuje na siedząco, a potem znów siedzi przed ekranem wiele godzin, nie wykonuje niezbędnego dla zdrowia minimum ćwiczeń fizycznych. 8 godzin siedzenia w pracy, po pół godzinie siedzenia w czasie dojazdu do pracy plus 4 godziny przez ekranem dają w rezultacie 13 godzin bez ruchu na dobę. 

Dokłada się do tego typowe dla oglądania filmów podgryzanie przekąsek - zwłaszcza tzw. „śmieciowego jedzenia” - chipsow, chrupek, frytek, napojów gazowanych itp.  Jak można się domyśleć, to też nie wpływa korzystnie na zdrowie.

Nie jest to koniec problemów. Filmy są specyficzną formą rozrywki. Szybko zmieniające się sceny (zmiany w świecie rzeczywistym następują zdecydowanie wolniej) aktywizują co chwila odruch orientacyjny. Jest on naturalną reakcją organizmu na nagle zmiany w otoczeniu, służy błyskawicznej ocenie, czy zmiana nie jest przypadkiem zagrożeniem. To ciągłe pobudzanie uwagi związane jest z wydzielaniem adrenaliny (niewielkich ilości, ale wystarczających do utrzymania stanu lekkiego pobudzenia), a następnie, gdy okazuje się, że zagrożenia nie ma - hormonów przyjemności (znów - w niewielkiej dawce). W rezultacie człowiek przez  cały czas oglądania ciekawego filmu jest przyjemnie ożywiony, a zarazem zrelaksowany. Niestety, działa to tylko tak długo, ja, długo oglądamy film. Po jego zakończeniu człowieka dopada zmęczenie. Stąd zreszta bierze się poczucie „kaca” i inne nieprzyjemne odczucia po zakończeniu wielogodzinnego seansu filmowego. 

Problem uzależnienia
Dodatkowy kłopot pojawia się, gdy dla kogoś oglądanie seriali staje się podstawową (a czasem jedyną) formą relaksu, poprawy nastroju. W tym momencie dzień bez przynajmniej jednego odcinka serialu staje się dniem straconym, a ofiara uzależnienia - rozdrażniona. Gdy ktoś zaczyna zauważać u siebie objawy uzależnienia (np. obsesyjne skupianie uwagi na używce -  w tym przypadku serialu, rozdrażnienie i nieumiejętność skupienia się, gdy używki brakuje itp.) może probować z tym walczyć. Z reguły - siłą woli, czyli postanowieniem, że już nigdy więcej. Takie postawienie sprawy najczęściej kończy się porażką. Potrzebne jest podejście kompleksowe - zastanowienie się na co „lekarstwem” ma być używka (często to sposób łagodzenia napięcia, odstresowanie, ucieczka od myślenia o klopotach itp) i znalezienie innych, zdrowych sposobów na zaspokojenie tej potrzeby.  Zwykłe zaciśnięcie zębów prowadzi właśnie do binge watchingu. Ktoś kto dotąd na przykład oglądał codziennie 2 odcinki serialu (odczuwając niepokój jeśli tego zabrakło) zachowuje abstynencję przez cały tydzień a w weekend oddaje się niekontrolowanej orgii oglądania. Z dwojga złego mniej szkodliwe jest regularne korzystanie z używki niż sporadyczne kilku czy nawet kilkunastogodzinne sesje oglądania filmów.

Jak nie dać się zniewolić?
Przede wszystkim pamiętajmy, że seriale są dla ludzi. To może być sympatyczna rozrywka, byle z umiarem. Załóżmy, ze  serial, który oglądasz ma typową konstrukcję - czyli po zasadniczej części odcinka pojawia się „zawieszenie” - drobna, niezakończona intryga, której rozwiązanie nastąpi na początku kolejnego odcinka, przed kolejną treścią zasadniczą. Aby uniknąć efektu Zeigarnik, możesz przerwać oglądanie serii w dwóch momentach - przed „zawieszeniem” (to zwykle ostatnie 5 minut odcinka) lub po domknięciu „zawieszenia” na początku kolejnego odcinka (to zwykle 5 pierwszych minut filmu). 
Inny sposób to wyznaczenie sobie żelaznych ram oglądania - tyle, ile trwa jeden odcinek. Można to sobie ułatwić instalując aplikację automatycznie wyłączającą program do odtwarzania/dostęp do internetu/dostęp do określonej witryny po określonym czasie. 

Warto też planować sobie różne rodzaje rozrywki, odstresowania, tak by nie wpaść w pułapkę binge watchingu po prostu z nudów. 
Piszę ten artykuł będąc z dziećmi na feriach. Mamy dookoła cale góry śniegu, jednak pierwszy szał ganiania się po mrozie już z lekka opadł. Jednocześnie nie ma tu telewizora. Właśnie słyszę, jak nasz dziesięcioletni syn zaczyna marudzić, że się nudzi. Ustawia go siostra bliźniaczka: „Po prostu zrób sobie listę fajnych rzeczy i wybieraj coś z listy. Widzisz? Ja wybrałam wymyślanie własnej gry i się nie nudzę”. Jakże podoba mi się to podejście.